Dell PowerEdge 500SC - Odcinek 2 - stacja dyskietek i wentylator CPU

vintage retro 2018-11-04, 23:11,

W pierwszej części zająłem się ogólnym sprawdzeniem stanu komputera oraz upewnieniem się, że po długiej przerwie można podłączyć do niego przewód zasilający, a bateria podtrzymująca zawartość konfiguracji BIOS nie szykuje przykrej niespodzianki. Teraz przyszedł odpowiedni moment, by spróbować zrobić coś więcej niż wyświetlenie ekranu powitalnego BIOSu.

Starsze komputery mają to do siebie, że jedynym słusznym nośnikiem systemu operacyjnego jest stacja dyskietek. Ten jest nieco nowszy, wyprodukowany na początku XXI wieku potrafi także wystartować z napędu CD/DVD typu IDE. To oczywiście znacząco ułatwia sprawę, pod warunkiem, że przynajmniej jedno z tych urządzeń jest sprawne. Ale nie tym razem. Stacja dyskietek wymaga gruntownego czyszczenia, a napęd DVD... nie ma ochoty pozycjonować lasera. 

Czyszczenie stacji dyskietek

Na początek zająłem się stacją dyskietek. Poza zmienioną przednią klapką jest to TEAC FD-235HG, o pojemności 1.44 MB. Niewątpliwą zaletą jest napęd, który nie wymaga paska - jedna część mniej do psucia. Jednak próby wczytania czegokolwiek z dyskietki kończyły się niepowodzeniem. Trzeba było więc zajrzeć do środka, a tam czekało... bardzo dużo kurzu. Spokojnie, centymetr po centymetrze usunąłem nagromadzoną warstwę. Oczyściłem również ślimaka pozycjonującego głowicę oraz znajdującą się po drugiej stronie prowadnicę. Tak wyczyszczony ślimak delikatnie posmarowałem smarem silikonowym.

Używając patyczków higienicznych nasączonych izopropylem usunąłem grubą warstwę zanieczyszczeń z głowic czytających... z ograniczonym skutkiem. Stacja odmawiała jakiejkolwiek współpracy.

Z zastępczego napędu CD zainstalowałem system operacyjny i spróbowałem sformatować dyskietkę w tej stacji. Okazało się to możliwe, odczyt i zapis na niej przebiegał prawidłowo, jednak była ona zupełnie nieczytelna dla "znanej, dobrej i sprawdzonej stacji USB", która czytała wszystkie inne posiadane przeze mnie dyskietki. Diagnoza prosta - trzeba poprawić ustawienie głowic. Aby to zrobić należy poluzować dwie śrubki utrzymujące głowice, a następnie... no właśnie...

W idealnych warunkach powinno użyć się do tego wyczyszczonej magnesem dyskietki (aby nie było sygnałów po pozostałościach poprzednich nagrań), sformatowanej w prawidłowo działającej stacji, oscyloskopu oraz oprogramowania, np. ImageDisk, który pozwala w sposób ciągły odczytywać zawartość ścieżek, przesuwać pozycję głowicy oraz zmieniać między głowicą górną i dolną. 

W najbardziej biednej opcji można spróbować ustawić używając samego programu. Ponieważ nie zidentyfikowałem bezpiecznych punktów podpięcia się z oscyloskopem, a chciałem pójść choć trochę do przodu, ustawiłem stację tak, by czytała 20 - 30 losowo wybranych przeze mnie dyskietek. Nie jest to ustalenie docelowe, ale pozwoliło mi upewnić się, że jedynym problemem tej stacji jest wyrównanie głowic.

Chłodzenie procesora

Serwer ten seryjnie wyposażony jest w wentylator Delta EFB0912HHE, o napięciu zasilania 12V i prądzie 0,63A. Ten 5-watowy wentylator przepycha prawie 80 CFM powietrza, generując przy tym hałas 46 dBA przy 4000 obrotów i uwierzcie mi, nie da się przy nim wysiedzieć. Serwer co prawda obniża jego obroty podczas pracy, jednak jego buczący sposób pracy jest nie do wytrzymania w cichym pokoju. Można go spokojnie porównać do cichego odkurzacza lub pierwszej generacji XBOXa 360.

Decyzja - wiatrak musi odejść. Oczywiście w środowisku serwerowym ultrawydajna wentylacja to cecha kluczowa, jednak w zastosowaniu domowym już nie jest to takie krytyczne, szczególnie w prawie pustej obudowie. Cały system pobiera około 85W, z czego procesor wg dokumentacji Intela nie emituje więcej niż 30W ciepła. Ponieważ złącze Della nie jest typu MOBO postanowiłem nie ryzykować i za 11 zł kupiłem wentylator Silentium Zephyr 92 mm. Pobiera on 1,6W, pracuje z niższymi obrotami (1300 RPM) oraz generuje szum na poziomie około 14 dBA. Jest praktycznie niesłyszalny.

Najpierw jednak musiałem ustalić jaki jest standard wyprowadzeń oryginalnego wentylatora. Wychodziły z niego trzy przewody (niebieski, czerwony i czarny). Na logikę czarny powinien stanowić masę, czerwony 12V oraz niebieski - czujnik obrotów. Hipotezę czarnego przewodu sprawdzić było bardzo prosto. Wystarczyło na odłączonym od gniazdka systemie przyłożyć multimetr między przewód ochronny (PE) a pin, do którego szedł czarny przewód. Ciągłość obwodu potwierdzona, można iść dalej.

Zrobiłem na płytce prototypowej szybki konwerter wyprowadzeń i zasilając z 4 akumulatorków upewniłem się czy wentylator się kręci, a na niebieskim przewodzie faktycznie jest sygnał z sensora Halla - efekt widać na oscyloskopie. Sygnał o częstotliwości około 52 Hz sugeruje, że przy tym napięciu wentylator ma około 1000 obrotów na minutę (52 / 3 impulsy na obrót * 60 sekund).

Podobny eksperyment zrobiłem przy użyciu nowego wentylatora w celu potwierdzenia, że kolejność wyprowadzeń faktycznie jest w standardzie MOBO (wentylator ma 3 czarne przewody). Po udanej próbie zmontowałem przejściówkę zmieniającą kolejność przewodów z MOBO na wyprowadzenia Della i zamontowałem w obudowie.

Efekt? Wentylator się kręci, CPU się nie przegrzewa. Jednak płyta główna ma obiekcje do jego prędkości (BIOS zaprogramowany jest na minimum 1100 RPM przy 12V), co skutkuje komunikatem Previous fan failure przy każdym uruchomieniu, a sporadycznie System fan not detected. Docelowo prawdopodobnie kupię nieco mocniejszy wentylator, a z płytą główną poradzę sobie przy użyciu ATtiny85 (akurat mam pod ręką), który będzie generował sygnał wyjściowy o odpowiednio wyższej częstotliwości, by przekonać płytę, że obroty wentylatora są wystarczające, być może dodam też pomiar temperatury, którego ten procesor jeszcze nie ma.

W następnym odcinku będą testy pamięci, pierwsze uruchomienie systemu operacyjnego oraz wstępne pomiary wydajności.

 

Komentarze