Hulajnoga Xiaomi M365 okiem zwykłego użytkownika

2019-10-09, 22:10,

Jakiś czas temu jeden z moich klientów zmienił lokalizację. Okazała się ona na tyle niewygodna, że dojazd komunikacją miejską trwałby jakieś 45 minut i żeby pokonać 3 kilometry musiałbym pojechać autobusem do centrum i wrócić metrem prawie w to samo miejsce, jedynie po drugiej stronie Skarpy Wiślanej. Można to zrobić nieco krócej samochodem, ale to też taki dystans, że szkoda odpalać. Postanowiłem zaryzykować i dać się modzie na hulajnogi elektryczne.

Szybka kalkulacja, że ta z wypożyczalni nie będzie miała sensu 12 zł w jedną stronę, 20 dni to 480 zł miesięcznie, pod warunkiem że akurat jakaś (naładowana i sprawna) będzie stała. To może jakąś własną?

„Risercz” w sieci i wśród kolegów doprowadził do wyboru Xiaomi Electric Scooter, znaną też pod nazwą M365. Kupiłem ją w dystrybucji europejskiej, na kartonie miała wersję sprzętu 1.2.

Od początku lipca przejechałem na niej 700 km i stała się moim codziennym środkiem transportu po mieście, a w relacji do pojazdów na minuty koszt zakupu już się zwrócił lub zrobi to za chwilę. I doświadczeniami z tego okresu chcę się z Wami podzielić.

Zawartość pudełka

Pokaźnych rozmiarów karton zawierał w sobie solidnie zapakowaną hulajnogę, zasilacz 48V/65W z europejskim oraz chińskim przewodem zasilającym, instrukcję obsługi, klucz imbusowy 2,5mm, wężyk do pompowania kół oraz dwie zapasowe opony i dętki. Wszystko dosyć dobrze spasowane w kartonie, teoretycznie wymagało przykręcenia czterech śrubek i gotowe.

Pierwsze uruchomienie

Hulajnoga po rozpakowaniu miała około 40% baterii, więc jedną z pierwszych czynności (po skręceniu) było podłączenie do ładowania oraz aktualizacja oprogramowania, do której jeszcze wrócimy.

Kolejną bardzo istotną czynnością było sprawdzenie ciśnienia w oponach. W obu było nieco ponad 1 bar ciśnienia, gdy rekomendowane do jazdy wynosi około 3,5 bar. Po uzupełnieniu ciśnienia, sprawdzeniu pozostałych śrubek, linek etc. wybrałem się na króką jazdę próbną.

Pierwsza jazda nieco nieśmiało, na zupełnie nowym sprzęcie, wieczorem. Nie jeździłem wcześniej na tych z wypożyczalni, więc potrzebowałem trochę na oswojenie się. Pierwszą obserwacją  było, że przy fabrycznie wyregulowanym hamulcu to może i się zatrzymam, ale na pobliskim drzewie. Nie takie rzeczy się na rowerze regulowało, więc szybki powrót do domu, klucze imbusowe 4 i 5 mm i można regulować.

Jazda

Pierwsze koty za płoty, po upewnieniu się, że hamulec (tylny) działa jak należy zacząłem po prostu jeździć. Początkowo hamując przed każdą, nawet najmniejszą nierównością, później nieco odważniej. 8,5" koła potrafią pokonać niewielkie nierówności, jednak są zupełnie bezbronne na łączeniach ulic z chodnikiem, głębszych studzienkach, korzeniach, które wybrzuszyły asfalt itp. Trzeba to mieć na uwadze szczególnie jadąc w nocy, gdzie fabryczne światełko oświetla drogę, ale nie zawsze na tyle, by tego typu „ukryte” przeszkody zauważyć.

Napęd na przednią oś, z trzystopniowym systemem odzyskiwania energii (jeżdże na Medium) sprawuje się przyzwoicie. Moc 250W nie powala, ale jest szansa, że będzie legalna po wprowadzeniu nowych przepisów o UTO. Tarczowy hamulec mechaniczny, jednotłoczkowy zamontowany jest na osi tylnej. To dobre rozwiązanie, gdyż w przeciwieństwie do roweru, dystrybucja masy na hulajnodze jest bardzo wysoko, a bardzo krótki przód powodowałby bardzo łatwy lot przez kierownicę.

W jeździe długodystansowej (ostatnio pokonuję ponad 10 km w jedną stronę) brakuje trochę amortyzacji, a na długich prostych chciałoby się przycisnąć mocniej niż te 25 kmh, a przynajmniej szybciej je osiągnąć. I na kostce lub podłych chodnikach (Szczęśliwicka, Idzikowskiego) kolana obrywają całkiem mocno.

Zasięg

Producent deklaruje zasięg 30 km na baterii o pojemności 7800 mAh i napięciu około 38V. Oczywiście przy około 20-25 stopniach, bezwietrznej pogodzie, 60 kg jeźdźcu i stałej prędkości 15 kmh.

W rzeczywistości przy większej masie, nie do końca stałej prędkości, ale bez szaleństw można zbliżyć się do 25 km, przy czym ostatnie 20 - 30% baterii pozbawione jest jakiegokolwiek przyspieszenia. Da się do domu wrócić, ale to jest po prostu powrót i już. Pokonując dłuższe odcinki latem i jesienią osiągam realny zasięg 21 km (moment, kiedy hulajnoga pokazuje 200 - 300 metrów zasięgu), więc bezpiecznie przyjmuję 20 km latem. Zobaczymy co będzie w ujemnych temperaturach.

Wady i zalety

Jest super? Wiatr we włosach, piękne krajobrazy, wolność i zerowa emisja zanieczyszczeń... czego chcieć więcej?

Kilka rzeczy by się przydało. Z tym wiatrem we włosach to jest tak, że włosy chroni kask, w upalne lato przewiew w nim jest, ale to nie jest taka zupełna wolność. Biorąc pod uwagę statystyki odnotowywane na SOR-ach to jazda bez niego nie jest najlepszym pomysłem. O ile sami się nie wywrócimy to na gęsto uczęszczanych trasach rzeczywistość czasem mrozi krew w żyłach.

Na plus na pewno waga (12 kg), możliwość składania i rozsądne osiągi, wbudowane rozsądne oświetlenie oraz podest, który nawet w czasie deszczu nie jest śliski.

Pojawiającą się wszędzie uwagą do tej hulajnogi są trzeszczące zawiasy oraz pękające po dwóch dniach dętki. I tu należałoby się przyjrzeć temu zjawisku bliżej.

Do wad należy też zaliczyć odkręcające się śruby mocujące kierownicę (mimo pokrycia ich fabrycznie czymś na kształt Loctite) mają tendencję do odkręcania się i warto je kontrolować.

Opony i dętki

Najpierw opony i dętki. 8,5", dmuchane koła. To nie jest duża objętość. Jak pisałem wyżej moje fabrycznie miały około 1 bar. Wyjątkowo mało powietrza. Wiedząc o problemach z dętkami postanowiłem regularnie sprawdzać ciśnienie i teraz niedzielnym, wieczornym rytuałem stało się dmuchanie opon. Przez tydzień ciśnienie spada z 4 bar do 2,5 - 3 bar, czyli granicy, przy której ostry kord opony przeciera dętkę i kłopot gotowy.Kolejne wady związane z oponami dotyczą już samej konserwacji i serwisu. Po pierwsze dmuchanie opon. O ile tylną dmucha się bez problemu pompką samochodową (wentyl samochodowy), to przednią trzeba dmuchać przez dołączony wężyk, gdyż silnik wypełnia szczelnie okolice wentyla i o podłączeniu pompki bezpośrednio można zapomnieć. Wężyk ten ma paskudną cechę, że obraca się cały. Ciężko zatem go przykręcić tak, by jednocześnie nie spuścić sobie połowy powietrza z koła.

Druga wada pojawia się wtedy, gdy jednak złapiemy kapcia. Ja zaliczyłem tego łagodniejszego, czyli w tylnym kole. Jak widać na zdjęciu pomogło mi w tym szkło, kolec lub inna obiektywna przeszkoda. Sam demontaż tylnego koła wymaga zdjęcia dwóch naklejek, odkręcenia plastikowych osłon oraz zawartych pod nimi śrub imbusowych. I tu zaczynają się schody. Opona bardzo, bardzo ciasno siedzi na obręczy. Operacja wymiany dętki zajęła mi 3 godziny, 2 rozcięte palce i kilka łyżek wygiętych w 120 stopni. Wolałbym tego kolejny raz nie powtarzać, a to i tak była wersja bez demontażu silnika. Jest to o tyle niewygodne, że wiele serwisów rowerowych odmawia wymiany dętek w tych hulajnogach.

Nie chcąc powtarzać tej czynności w najbliższym czasie (oraz spaceru, który temu towarzyszył) zakupiłem uszczelniacz Slime, nalałem do obu opon i mam nadzieję, że w najbliższym czasie nie będę musiał do tematu wracać.

Zawias

Dedykowaną sekcję postanowiłem zostawić temu elementowi. Jeśli poszukacie recenzji tej hulajnogi to wszędzie przeczytacie, że to kawał ...., zawiast trzesczy i trzeba wkładać do niego podkładki, a i to przestaje pomagać. Cóż, 700km później zawias nie trzeszczy. Może mam dobry egzemplarz, może nie. To co robię od samego początku to kontroluję śrubę regulującą pracę tego zawiasu (zawias ma chodzić lekko, ale nie mieć luzu) oraz bardzo mocno się przykładam do jego zamknięcia (opieram hulajnogę o jakąś przeszkodę, zaciskam hamulec, ustawiam, upewniam się, że jest dobry docisk, zapinam). Jeśli po tej operacji coś się telepie to zatrzymuję się i poprawiam. Dbam też, żeby nie było w nim piasku. Może to jest jakaś metoda? Na pewno mógłby być lepszy...

Oprogramowanie

To jest jedna z więszych zagadek tego modelu. Ze względu na swoją popularność jest mocno hakowana i zmieniana, nawet konwertowana do modelu Pro. Moja jeździ na oprogramowaniu fabrycznym. Do wersji 1.5.2 było całkiem przyzwoicie, chociaż pojawiły się problemy z łącznością bluetooth. Producent wydał niedawno wersję 1.5.4 i cały czas mam wrażenie, że przyspiesza wolniej. Nie wiem, czy jest to autosugestia, czy kwestia tego, że dużo jeżdżę, ale brak changeloga i obiektywnych mierników nie ułatwia decyzji.

Poprawianie fabryki

Jest kilka rzeczy, które zdecydowałem się „poprawić”. Tuning nie zmienia zasadniczo jak ta hulajnoga jeździ, ale powoduje, że powinna być nieco trwalsza, a moje bezpieczeństwo nieco większe.

Po pierwsze widoczność wieczorem i w nocy. Czarna hulajnoga w deszczową noc to proszenie się o dzwon z samochodem na zielonej strzałce itp. Na pierwszy ogień poszły motoryzacyjne taśmy 3M. Biała na kolumnę kierownicy, żółta na boki oraz czerwona na tylny błotnik. W ten sposób jadąc prostopadle do pojazdu powinienem być nie tylko widoczny, ale i ułatwić zorientowanie się, w którą stronę się poruszam.

Kolejne dwie poprawki to osłona przedniego panelu, widoczna na jednym ze zdjęć powyżej, mająca na celu chronić elektronikę przed zalaniem, gdy źle sprawdzę prognozę pogody lub nie będzie wyboru, a do domu trzeba jakoś będzie wrócić.

Druga poprawka to stabilizator tylnego błotnika. Początkowo miałem tylko osłonę kabla zasilającego tylną lampkę (podczas wibracji uderza on w oponę i stopniowo się przeciera), ale zastąpiłem go pełnym wzmocnieniem konstrukcji. Widziałem kilka tych błotników ułamanych przy samym mocowaniu, więc po co czekać. Wydruk z PET-G trwał około 6 godzin, ale myślę, że było warto. Teraz na dziurach nic mi się nie telepie.

Werdykt

Hulajnoga nie jest pozbawiona wad. Największe to cotygodniowe dbanie o ciśnienie w oponach, zbyt małe przyspieszenie „od dołu” oraz wyciągająca się linka hamulca (od zakupu naciągnąłem ją o jakieś 5 mm) oraz te poluzowujące się śrubki. Wydaje mi się też, że złącze zasilania tylnej lampki mogłoby być lepiej chronione przed wodą (teraz leci w nie całe błoto).

Czy bym kupił ponownie? Zdecydowanie tak. W tej cenie jest to rozsądny kompromis między jakością, osiągami a ceną. Wbudowane oświetlenie i światło stopu dopełniają ciekawego pakietu.

Mając nieco większy budżet zastanowiłbym się nad wersją Pro (nie musiałbym jej doładowywać w połowie dnia) lub nad czymś z wbudowaną amortyzacją.

 

Komentarze