Zasilacz MeanWell RD-50A w Atari 1040STF

vintage retro 2019-05-03, 23:05,

33-letni, oryginalny zasilacz działa, ale nigdy nie wiadomo kiedy i który kondensator postanowi się poddać. I chociaż Atari nie ma w swojej historii serii cieknących czy palących się układów to jednak podłączony do sieci 230V zasilacz zawsze może narobić dużo złego.

Postanowiłem dokonać małej aktualizacji i zastąpić wysłużony zasilacz czymś nieco nowszym. Wybrałem polecany w wielu miejscach MeanWell RD-50A. Jest to zasilacz o maksymalnej mocy 54W, oraz napięciach wyjściowych 5V oraz 12V. Maksymalny prąd przy 5V to 6A, natomiast przy 12V to 2A. To aż nadto, by zasilić podstawową konfigurację mojego Atari. Linia 12V używana jest w zasadzie do wysterowania telewizora w tryb RGB. I chyba tylko do tego, jeszcze do portu szeregowego, ale tam zużycie prądu jest bliskie 0. W normalnej sytuacji jest jeszcze silnik stacji dyskietek, ale u mnie siedzi emulator.

Operacja miała być prosta. Umieszczam zasilacz w koszyczku po oryginalnym zasilaczu, podłączam przewody, wywiercam dwie dziurki od spodu i przykręcam zasilacz na śrubki M3. Ale prosto jest wtedy, gdy nie masz 1040STF w wersji D. Tutaj dokładnie pod otworami wypadają kości ROM. Pierwsza opcja zatem odpadła.

Planem ratunkowym miało być mocowanie wsunięte pod zasilacz i przykręcone do oryginalnych otworów. Ale budżet miejsca w obudowie jest taki, że podniesienie zasilacza o 3mm nie wchodziło w grę.

Finalnie zdecydowałem się na spłaszczenie jednego z punktów zamocowań w oryginalnym koszyczku Atari, by zasilacz wszedł na płasko i zasadniczo nigdzie nie mógł się ruszyć, a pewności, że pozycji nie zmieni dodaje uchwyt, trzymający go po lewej stronie.

Zasilacz tego typu oraz konieczność zdjęcia oryginalnej osłony RF nad zasilaczem oznacza również, że odsłonięte zostają przewody napięcia sieciowego. Od strony złącz śrubowych zamontowałem fabryczną, transparentną osłonę wciskaną w otwory w zasilaczu.

Pozostał jeszcze problem osłonięcia włącznika oraz gniazda zasilającego, tym bardziej, że odstęp między przewodami sieciowymi a metalową obudową zasilacza wynosi 3 - 4 mm. Zdecydowałem się wydrukować ramkę, która przykręciłem korzystając z dwóch otworów na boku zasilacza. Idealnie byłoby tu zastosować śruby nylonowe M3, by nie dopuścić to jakiegokolwiek spięcia. Na koniec podłączyłem jeszcze przewód ochronny do dedykowanego miejsca w obudowie Atari. Tym samym ewentualne oderwanie się przewodów 230V natychmiast spowoduje zwarcie do PE i wyłączenie bezpieczników instalacji elektrycznej.

Zmierzone przy włączonym komputerze napięcia wynoszą około 11,5V na lini 12V oraz 5,05V na linii 5V. Warto dodać, że ta ostatnia jest regulowana za pomocą małego potencjometru w zakresie 4,5 - 5,5V.

Po kilku godzinach pracy obudowa komputera nad zasilaczem była lekko ciepła, chłodniejsza niż przy oryginalnym rozwiązaniu. Nie było też zapachu charakterystycznego dla elektroniki z lat 80-tych.

Podsumowując - gdybym miał podejść do tej operacji po raz drugi - zdecydowałbym się na któryś z mniejszych wariantów zasilacza tego samego producenta, by mieć więcej przestrzeni na przewody oraz możliwość trwałego przymocowania zasilacza do koszyczka. Niemniej mogę to rozwiązanie polecić. Działa, można zamontować oraz poprawnie zamknąć zarówno resztę osłony RF jak i samą obudowę.

Komentarze